Sezon 2024

Nowy sezon zaczął się ciekawie. Wystartowaliśmy z niemal 20st na plusie w lutym. Po zimnym marcu kwiecień przywitał nas przekraczając 20st. C, by pod koniec miesiąca, gdy już wszystko z nadmiaru ciepła wystartowało znowu zjechać do porannych przymrozków. Cała zachodnia i południowa Polska paliła ogniska i świece, lub zraszając uprawy ogromna ilością wody, bo temperatury spadały do minus 7st.C.

A moja winniczka na skromnym pograniczu mazowsza i podlasia została tylko zabezpieczona doniczkami (młode jednoroczne nasadzenia). Rozpalenie w nocy w ogrodzie czegokolwiek w takim nijakim terenie, skończyłoby się niechybnie przybyciem zastępów strażackich. Bo kto by pomyślał że ktoś odważył się postawić winnicę na takim beznadziejnym terenie geograficznym 😉 Ale tym razem udało się, bo jakimś cudem akurat tylko w mojej okolicy przymrozki spadły jedynie do okolic zera, strasząc jedynie nielicznymi białymi plackami na trawie. Przyznaję, jakby przymroziło odrobinę więcej to miałbym pozamiatane, bo wszystko zielone już się ruszyło.

No to teraz jak to wygląda u mnie pod koniec kwietnia. W polu:

w szklarni:

8 maj – w kwietniu się udało w maju już nie – sorry taki mamy klimat. Oczywiście sceptycy od klimatu powiedzą, że przecież w maju przymrozki to norma więc nie ma zmian klimatycznych. To im jedynie odpowiem: TAK w maju ogrodnicy i zimna zośka to norma ale 20st na plusie w lutym i 25 na początku kwietnia to już niekoniecznie. Ocieplenie klimatu to przede wszystkim spłaszczenie pór roku = brak zim (rozhartowujące rośliny) , gorące przedwiośnie (budzące do życia wszystko co zielone) połączone z normalnymi majowymi przymrozkami. Wracając do tematu, poranny przymrozek na sporym jak na ten miesiąc minusem (w okolicach -2) załatwił wszystkie!!! młode sadzonki i poupalał od 10 do nawet 90% latorośli starych krzewów. Czyli coś co zapowiadało się na super rok, jednego poranka zmieniło się w fatalny rok. Brakuje jedynie gradobicia które już się kilka razy zdarzyło, które by dobiły co zostało i winnicę można zwijać.

Niestety prognozy na ten dzień nie zapowiadały przymrozka. Profilaktycznie (bo nagle prognozy zmieniły się na niekorzystne na cały tydzień) za kopczykowałem wszystkie młode nasadzenia w nadziej ze jeszcze coś wypuszczą nad szczepieniem. Mała dygresja na temat szczepień winorośli. Nie wiem dlaczego przepisy nakazują szkółkom sprzedaży jedynie szczepionych sadzonek. W Polsce nie mamy problemów z filokserą więc jest to zupełnie nie potrzebne, przy szczepionej muszę po takiej akcji jak dziś uważać co wypuszcza zielone podkładka czy winorośl właściwa. Przy nieszczepionej nie było by problemu, wszystko co by wyszło z ziemi było by dobre.

czerwiec

Druga połowa maja i czerwiec to okres intensywnej regeneracji winnicy. Nie będzie co prawda pełnego owocowania, ale i nie będzie też tak tragicznie, z każdego krzewu coś do podjadania zostanie, czasem 1 grono, a czasem pełna obsada kilkunastu gron. Niestety z Solarisa wina nie będzie, co prawda wypuścił komplet latorośli z paków zapasowych ale niestety w większości są bez owocu.

Największe starty jak dotychczas to cały szpaler (6szt.) nowych nasadzeń Regenta – do 1 lipca nie odbił ani jeden.

Lipiec

W tym roku bijemy rekordy wysokich temperatur. Czerwiec – Lipiec ponad 30st jest normą. Na szczęście czasami burza przynosi deszcz który gromadzi się w mauserach, więc jest czym podlewać warzywa i młode nasadzenia winorośli. Pogoda sprzyja zielonemu – wszystko rośnie jak szalone. Ciepło + wilgoć niestety też spowodowały gdzieniegdzie pojawienie się chorób grzybowych – walczę 😉

Coś niedobrego dzieje się z ukorzenianymi sadzonkami – nie ruszają pąki, a jak ruszą to po 2 tyg. usychają. Stawiam na wysoką temperaturę. Może warto zadoniczkować co zostało i do cienia?

Październik

Nic nie wpisywałem, bo nie było się czym chwalić, owoc co prawda był, ale mniej niż rok temu – wiele winorośli walczyło o przetrwanie – rosło z wilków po wiosennych przymrozkach. Pogoda w lato – gorąco, sucho z jednodniowymi mocnymi opadami nie pomogła – presja mączniaka olbrzymia, bo rzadko padało, ale jak już padało to momentalnie mausery wypełniały się wodą. Wigoć + ciepło dało idealne warunki dla „grzybków”. Niestety zaatakowały też owoce. Za rok zapowiada się walka od początku sezonu z zarazą. Myśl mam taką by nowy sezon ograniczyć latorośle do minimum, może będzie owoców mniej, ale powinny być zdrowsze.

Szklarnia. Ograniczyłem podlewanie tam do minimum, a i tak Czekoladowa i Nadjeżda popękały. Tylko Wostorg nadal dzielnie znosi wszelkie warunki pogodowe, spróbuję go sklonować i posadzić na zewnątrz. Nic nie pęka, długo wisi dojrzałe i nic się złego nie dzieje. Zostawiłem kilka gron na pasierbach i również idealnie dojrzały, miałem Wostorga w dwóch smakach – słodki aż za bardzo dojrzały i świeży ze zrównoważonym smakiem (taki lubię najbardziej 😉

Przeroby nadal wiszą i nie wiem czy tak nie zostanie (mało ich)

Możesz również polubić…